Powoli przestaję wierzyć w miłość. Nie wiem czy kiedykolwiek ją spotkałam, bo życie nie doświadczyło mnie zbyt obficie w związki damsko-męskie, ale zawsze wierzyłam. Widziałam przyjaciółki, znajomych szczęśliwych ze swoimi drugimi połówkami i wierzyłam, że kiedyś i ja będę się tym cieszyć. A teraz? Coraz częściej słyszę o rozstaniach, zdradach, oszukiwaniu się... Po latach związku ludzie potrafią się tak po prostu rozstać, z dnia na dzień. To w takim razie gdzie się podziała ta cholerna miłość?!
Powoli zaczynam się bać, że zostanę sama. Nie jestem kobieta, w której faceci się zakochują po pierwszym spotkaniu. Trzeba mnie trochę poznać. Uwzględniając fakt, że nie poznaję zbyt wielu nowych facetów naprawdę boje się, że dojdę do takiego momentu w życiu kiedy wszyscy dookoła będą żyć w związkach, a ja będę dalej na etapie szukania odopowiedniego partnera. A samotność to bardzo męczący stan.
Powoli przestajemy mieć o czym rozmawiać. W sumie nie robimy tego już od jakiegoś czasu. Kiedyś myśłałam, że brakuje mi naszych rozmów o wszystkim i o niczym, ale jak się okazuje oprócz wzajemnego "co u ciebie" nie ma więcej tematów. Rozmowy kończą się po kilku minutach, nie żegnając się nawet. To dziwne... kiedyś nie mogliśmy przestać rozmawiać, a teraz zachowujemy się jak całkowicie obcy ludzie.
Powoli robi sie wiosna. Słońce przedziera się przez cienką warstwę chmur, promienie dosięgają twarzy ludzi i wywołują na nich uśmiechy. Lubię ten stan.