2011-07-25 >>
Ostatnio coraz częściej o Tobie myślę. Nie wiem dlaczego akurat teraz, skoro minęło tyle czasu, a między nami nie ma już kompletnie nic (jeśli kiedykolwiek było). Ale akurat teraz zastanawiam się czy jeszcze kiedyś się spotkamy, porozmawiamy tak po prostu, spędzimy ze sobą czas. Zdaję sobie sprawę, że pewnie nigdy to nie nastąpi. Ty masz dziewczynę z którą jesteś szczęśliwy, którą wybrałeś zamiast mnie, a ja mam swoje życie. W mojej głowie ciągle pojawiają się nowe pytania, nowe wątpliwości. Czy to moja wina, że nam nie wyszło? Czy po prostu Ci nie zależało, tak jak mnie? Czy mogłam zrobić coś inaczej? Jak by mi było z Tobą? Czasami chciałabym znać odpowiedzi na te pytania, ale z drugiej strony... po co? Pewnie bym się jeszcze bardziej zadręczała i nic dobrego by z tego nie wyszło.
Gdy mnie mijasz na ulicy mówiąc zwykłe "cześć" nogi mi się trzęsą, tracę głos a moje ciało płonie. Tak właśnie reaguję na Ciebie. Mimo, że to było tak dawno temu. Nie wiem czemu mam do Ciebie taki ogromny sentyment. Nie zasługujesz na to, żebym spędzała tyle czasu na myśli o Tobie. Zraniłeś mnie. Ciekawe czy o tym wiesz. Ciekawe czy masz wyrzuty sumienia. Pewnie nie. Bo pewnie nawet nie zauważyłeś jak szaleńczo byłam w Tobie zakochana. Mogłam dla Ciebie zrobić naprawdę wiele. Czasami sama sobie się dziwiłam, że jestem tak głupia i naiwna, że poświęcam Ci mój czas, a Ty masz to w dupie. A może mi się po prostu wydawało? Może mi się wydawało, że jesteś dla mnie miły, że mnie pożądasz, że mnie całujesz i dotykasz. Wydawało mi się?!
Wiesz... gdybyś pewnego dnia zapukał do moich drzwi, wystarczyło by jedno Twoje spojrzenie. I znowu mogłabym zrobić dla Ciebie wszystko. Gdybyś chciał zdradzić swoją ukochaną, pewnie też bym się zgodziła. Bo każda spędzona z Tobą chwila jest dla mnie bardzo dużo warta. Chyba zbyt dużo. Chciałabym się od Ciebie uwolnić, ale nie potrafię. Może gdybym spotkała kogoś innego przestałabym o Tobie tyle myśleć. Ale póki co jesteś tylko Ty.
Chciałabym żebyś był szczęśliwy. Ale pomyśl o mnie czasem. Powodzenia.
S.
Ps. Dzisiaj minęły 4 lata odkąd obiecałam sobie, że Cie uwiodę. Nie wyszło mi to na dobre.
Kurwa, kurwa, kurwa!
Nie mogłam się w Tobie zauroczyć! Wszystko się zaczęło od naszego wyjazdu. Było tak miło. Tak naturalnie. Tak przyjemnie.
Ale nie! Nie jesteś człowiekiem jakiego szukam. Tyle rzeczy mi w Tobie przeszkadza. A jednocześnie tyle rzeczy w Tobie lubię. Lubię w Tobie nawet te rzeczy, które innych zrażają do ciebie.
Myślę, że...
mogłabym Cie pokochać.
Ale... to bez sensu.
Sam stwierdziłeś, że nie mamy o czym rozmawiać. Nie szukasz dziewczyny takiej jak ja.
Ktoś w końcu by kogoś zranił...
Powodzenia.
Chciałabym wylać z siebie
złość,
gniew,
niemoc,
beznadzieję,
miłość,
smutek,
szczęście,
nienawiść,
przyjaźń,
żal,
zazdrość,
radość,
ból,
lęk,
namiętność,
tęsknotę,
optymizm,
wątpliwość,
samotność,
spokój,
zakłopotanie.
Nie potrafię.
Powoli przestaję wierzyć w miłość. Nie wiem czy kiedykolwiek ją spotkałam, bo życie nie doświadczyło mnie zbyt obficie w związki damsko-męskie, ale zawsze wierzyłam. Widziałam przyjaciółki, znajomych szczęśliwych ze swoimi drugimi połówkami i wierzyłam, że kiedyś i ja będę się tym cieszyć. A teraz? Coraz częściej słyszę o rozstaniach, zdradach, oszukiwaniu się... Po latach związku ludzie potrafią się tak po prostu rozstać, z dnia na dzień. To w takim razie gdzie się podziała ta cholerna miłość?!
Powoli zaczynam się bać, że zostanę sama. Nie jestem kobieta, w której faceci się zakochują po pierwszym spotkaniu. Trzeba mnie trochę poznać. Uwzględniając fakt, że nie poznaję zbyt wielu nowych facetów naprawdę boje się, że dojdę do takiego momentu w życiu kiedy wszyscy dookoła będą żyć w związkach, a ja będę dalej na etapie szukania odopowiedniego partnera. A samotność to bardzo męczący stan.
Powoli przestajemy mieć o czym rozmawiać. W sumie nie robimy tego już od jakiegoś czasu. Kiedyś myśłałam, że brakuje mi naszych rozmów o wszystkim i o niczym, ale jak się okazuje oprócz wzajemnego "co u ciebie" nie ma więcej tematów. Rozmowy kończą się po kilku minutach, nie żegnając się nawet. To dziwne... kiedyś nie mogliśmy przestać rozmawiać, a teraz zachowujemy się jak całkowicie obcy ludzie.
Powoli robi sie wiosna. Słońce przedziera się przez cienką warstwę chmur, promienie dosięgają twarzy ludzi i wywołują na nich uśmiechy. Lubię ten stan.
Wiesz...
chciałabym kiedyś jeszcze z Tobą porozmawiać. Tak po prostu. O wszystkim i o niczym. Mimo, że tak bardzo wzajemnie się zraniliśmy. Bez żadnych pretensji i wypominania przeszłości. Kiedyś byłeś dla mnie ważny, coś dla mnie znaczyłeś. Dlatego czasami tak trudno mi się powstrzymać. Ciekawe czy Ty też tak masz. Wiem. Sama tego chciałam. Sama Cię od siebie odseparowałam. Ale jednak czasami najdzie taka ochota...
Ciągle jeszcze pamiętam co zrobiłeś... I to mnie powstrzymuje. To mi uzmysławia, że jednak dobrym rozwiązaniem jest ograniczenie naszego kontaktu do minimum.
Lubię wracać do mojego zakurzonego bloga. Lubię czytać stare wpisy, wspominać to co było dobre i nie tylko. Nie pisałam ponad rok. Ale to nie znaczy, że mnie tu nie było. Wiele razy zaczynałam coś pisać, ale nie potrafiłam tego odpowiednio ubrać w słowa i rezygnowałam. Co się działo przez ten rok? Oj wiele...
Studia... ciągle do przodu. Mimo przeciwności losu, mimo niezbyt przychylnym studentom wykładowców. Aktualnie dopracowuje szczegóły mojej pracy inżynierskiej i miejmy nadzieję, że już w lutym będę mogła dumnie przyłączyć do grona inżynierów.
Dom... wzloty i upadki. Był czas, że czułam się dobrze w mojej rodzinie. Ale były też chwile kiedy chciałam to wszystko zostawić i już nigdy tu nie wrócić. Mam nadzieję, że moja rodzina w przyszłości będzie wyglądać inaczej. Nie pozwolę, aby moje dzieci kiedykolwiek poczuły się źle we własnym domu.
Spędziłam 3 miesiące z bratem i jego rodziną. To były bardzo pozytywne chwile. Przy okazji trochę zarobiłam, podszlifowałam angielski. Same plusy. Zostałam matką chrzestną.
Przyjaźń... czasami mam wrażenie, że mam tylko je. Nie umiem bez nich żyć. Nie chcę. Gdy tylko łzy pojawiają się w moich oczach one natychmiast mi pomagają rozwiązać problem, wspierają mnie. Rozstanie na 3 miesiące nie zniszczyło naszej wielkiej przyjaźni. Można by nawet powiedzieć, że ją wzmocniło. Bardzo je kocham i chciałabym, żeby były już na zawsze.
Okazuje się, że potrzeba minimum 3 lata mojej grupie studenckiej aby się zintegrować. No i chyba w końcu się udało. Są niesamowici!
Miłość... zakochałam się. Z wzajemnością. To było szalone, niespodziewane, nieziemskie. To minęło. Złamałam mu serce. Jego urażone ego nie raz zraniło moje uczucia. Aktualnie nie utrzymujemy kontaktu. Może tak będzie lepiej.
Myślałam, że się Ciebie pozbyłam z mojej głowy. A jednak nie. Czy już zawsze będę wracać do Ciebie myślami w każdej samotnej chwili? Wcale tego nie chce! Nie chce aby serce mocniej mi biło na Twój widok. Nie chcę aby Twój uśmiech doprowadzał mnie do ekstazy. Nie chcę aby Twój głos sprawiał, że uginają mi się nogi. NIE CHCĘ! Czy jest ktoś, kto mógłby mi Cię zastąpić? Bardzo bym chciała...
Ps. Wesołych Świąt! (przepraszam za spóźnione życzenia)
Jak się okazuje moi byli, byli potencjalni, potencjalni niechciani, moje koleżanki, przyjaciółki... wszyscy kogoś mają! A ja? Jak zwykle... A ja już tak nie chcę! To mnie przerasta! Chcę być szczęśliwa i dzielić to szczęście ze swoją drugą połówką! Ale widocznie muszę jeszcze poczekać... Mam nadzieję, że nie kolejne 20 lat...
Pozdrawiam :*
22 miesiące. Tyle czasu siedzisz w mojej głowie. Trochę krócej w sercu. Czy nadal w nim jesteś? Nie. Gdy na Ciebie patrze czuję wrogość. Jestem tak strasznie na Ciebie zła za te wszystkie cierpienia. Najgorsze jest to, że nigdy Ci tego nie powiedziałam. A chciałabym żebyś wiedział jak bardzo mnie zraniłeś. Chciałabym żebyś cierpiał tak samo jak ja...
Pozdrawiam.
p a m i ę ć
a d dUKOJENIE DLA DUSZY
r e t r o s p e k c j a
2011Design
Layout by Cassia for Layout4you